|
Parę słów wypada poświęcić drobiazgom, czasem całkiem sporym, które mogą być przydatne w górach. Bez większości z nich można się pewnie obyć, ale czasem pomogą nam w różnych sytuacjach nietypowych. A niektóre z nich mogą uratować nam życie lub zdrowie. Nie jest to oczywiście kompletny spis wyposażenia, raczej kilka uwag na temat sprzętu przydatnego podczas, zwłaszcza dłuższych, wycieczek.
Opisane poniżej 'drobiazgi' nie muszą się wszystkie znaleźć w naszym plecaku. Zapełniłyby zresztą połowę plecaka i pozbawiły przyjemności podziwiania górskich krajobrazów przygniatając swoim ciężarem do ziemi. W zależności od rodzaju wycieczki starannie dobieramy tylko niezbędne przedmioty. Oprócz standardowego wyposażenia polecałbym tylko cztery rzeczy, które powinny się znaleźć w plecaku. Są to:
- gwizdek - lekki i zajmujący mało miejsca,
- świeczka,
- zapałki - zawinięte najlepiej w dwie prezerwatywy (sposób przetestowany w jaskiniach),
- folia NRC - lekka aluminiowana folia mylarowa.
Niech telefon komórkowy pozostanie wyłączony w plecaku, kompas prowadzi prosto do celu, siekiera lekką Wam będzie, dach chronił tylko przed słońcem a folia NRC nigdy nie będzie potrzebna.
Spis treści
Urządzenia służące do sygnalizacji i wezwania pomocy
Najprostszym urządzeniem sygnalizacyjnym jest gwizdek. Jego mała waga skłania mnie do stwierdzenia, że gwizdek zawsze powinien znajdować się w naszym plecaku.
W sklepach myśliwskich można kupić ultradźwiękowy gwizdek do przywoływania psa.
Ponieważ ma on możliwość regulacji częstotliwości i można go przestroić na dźwięki słyszalne, małą wagę, nadaje się idealnie w góry.
Sygnalizacja świetlna jest następnym sposobem zwrócenia uwagi.
Pominę bardziej szczegółowy opis rozpalania ognisk, machania pochodnią czy nadawania znaków dymnych. Wszyscy chyba czytaliśmy książki o Indianach.
Błyskanie latarką jest słabo widoczne, ale jeśli mamy fotograficzną lampę błyskowa to szansa na zwrócenie uwagi jest znacznie większa. Produkowane są specjalne lampy błyskowe do sygnalizacji, ich cena jest jednak moim zdaniem zbyt wysoka.
W słoneczny dzień możemy próbować sygnalizacji lusterkiem, tylko czy w takich warunkach często będziemy wzywać pomocy.
Rakietnica jest kolejnym urządzeniem sygnalizacyjnym. Produkowane są lekkie rakietnice do celów górskich (Nico Basic, Komet), ale nie znam nikogo używającego takiego sprzętu.
Pomysł noszenia w góry świec dymnych należy potraktować z przymrużeniem oka.
Dzięki rozwojowi telefonii komórkowej, w większości grup górskich możemy wezwać pomoc telefonicznie. Warto upewnić się przed wyjazdem w góry, jaki jest zasięg naszej sieci w danym rejonie. No i dbać o baterie lub akumulatory.
Jeśli jesteśmy zmuszeni wezwać pomoc posługując się telefonem komórkowym zwróćmy uwagę na kilka spraw:
- nim wystukamy numer alarmowy zastanówmy się czy i jak dokładnie potrafimy określić naszą pozycję,
- jaka jest nasza, rannego sytuacja, obrażenia i rodzaj pomocy jakiej potrzebujemy,
- jeśli to możliwe, wychodzimy wyżej aby mieć jak najlepszą łączność, telefon komórkowy zużywa więcej energii przy słabym sygnale,
- na początku rozmowy bezwzględnie podajemy nasze nazwisko i numer telefonu z którego dzwonimy,
- staramy się ograniczyć rozmowę do minimum oszczędzając baterie,
- po zakończeniu rozmowy chowamy telefon do wewnętrznej kieszeni, blisko ciała aby baterie były ciepłe,
- nie wyłączamy telefonu, być może ratownicy będą chcieli do nas zadzwonić,
- jeśli baterie naszego telefonu są już słabe, umawiamy się z ratownikami na konkretne godziny połączenia, na przykład co 15 minut włączamy telefon na 5 minut co pozwoli zaoszczędzić około 60 % pojemności baterii.
spis treści
Urządzenia wspomagające orientację w terenie
Celowo napisałem o "wspomaganiu" orientacji, bo bez niezbędnej wiedzy i doświadczenia, nawet GPS nam nie pomoże.
Podstawą orientacji w terenie jest mapa. Przy pracy z mapą, szczególnie w trakcie przygotowywania trasy w domu, pożyteczny może okazać się przyrząd do pomiaru odległości na mapie, tak zwany 'kurwimetr'. Proste i tanie modele analogowe i cyfrowe sprawdzają się dość dobrze. W każdym przypadku należy mapę położyć na równej, płaskiej powierzchni i uważać by kółko 'kurwimetru' nie ślizgało się po mapie. Tego typu pomiary obarczone są błędem i należy traktować je orientacyjnie. Zwłaszcza, że licząc dystans w terenie górskim, musimy uwzględniać wzniesienia. Błąd może dochodzić nawet do 50% w terenie skalistym. Tego typu przyrząd raczej nie będzie nam potrzebny w górach.
Kompas bardzo ułatwia orientację mapy. W górach o charakterze beskidzkim może oddać nieocenione usługi, ale w górach skalistych typu Tatry jest raczej mało przydatny.
Jeśli już decydujemy się na zakup kompasu, i zamierzamy z niego korzystać, to raczej wybierzmy model droższy, ale lepszy. Często kompas posiada linijkę do przeliczania odległości dla różnych skal mapy. Kompasy z uchylnym lusterkiem pozwalają na precyzyjniejsze ustalenie azymutu. Dodatkowo, panowie, mogą z niego korzystać podczas golenia.
Ważne, aby kompas miał aretację igły lub był wypełniony niezamarzającym płynem zapewniającym stabilność wskazań i tłumienie drgań. Kompasy wysokiej klasy mają libellę (małą poziomicę) celem ustawienia dokładnie poziomo.
Szeroką ofertę dobrych kompasów prezentuje firma Suunto. Najprostsze modele (A-10) kosztują około 60 zł. a najbardziej zaawansowane (MC1) ponad 200 zł. Dla tych turystów, którzy zamierzają używać kompasu tylko awaryjnie (np. podczas mgły) można polecić dowolny, tani model, nawet w formie breloczka. Taki breloczek z kompasem i termometrem (Suunto Comet) kosztuje około 60 zł.
Termometr nie wspomaga co prawda orientacji w terenie, ale może być pomocny przy prognozowaniu pogody. Pozwala też w bardziej obiektywny sposób ocenić jakość śpiwora lub namiotu. Ja noszę ze sobą mały i lekki termometr elektroniczny z pamięcią temperatury minimalnej i maksymalnej. Kosztował około 20.- DM i często go używam.
Posługiwać możemy się też wysokościomierzem, analogowym lub cyfrowym.
Oba modele są niestety wrażliwe na zmiany ciśnienia atmosferycznego i dokładność wskazań bardzo zależy od stabilności pogody, a co za tym idzie, ciśnienia atmosferycznego. W punkcie o znanej wysokości kalibrujemy wysokościomierz i jeśli pogoda jest stabilna, możemy polegać na jego wskazaniach.
A teraz przejdźmy do wspomnianego na początku GPS.
Działanie systemu określania pozycji opisano w wielu publikacjach. Trudno polecać jakiś konkretny model GPS'a. Najbardziej popularne są Garmin GPS 12 i Garmin eTrex, oba w porównywalnych cenach około 800 do 1000 zł.
Najnowszy model Garmin eTrex Summit ma wbudowany wysokościomierz barometryczny z możliwością zapamiętania profilu trasy oraz elektroniczny kompas.
Niestety, ciągle brak szerokiego wyboru dokładnych map z naniesioną siatką umożliwiających precyzyjne korzystanie z GPS'a.
Więcej o GPS: www.gory.pl/gps
spis treści
Zegarki
Zegarek powinien wskazywać dokładny czas, datę. Dobrze, jeśli jest wyposażony w budzik, który jest w stanie nas rano obudzić. Koperta powinna być bardziej masywna, ale i tak przed wspinaczką zdejmujemy zegarek.
Wielu producentów wbudowuje w zegarki wiele urządzeń jak GPS, kompas, altimetr, barometr, termometr, miernik pulsu, radio i tylko brakuje przysłowiowego wodotrysku. Mężczyźni nie noszą na ogół biżuterii i aby wypełnić tę lukę wymyślono super-zegarki.
Dobrze znaną na polskim rynku jest firma Suunto. Na jej stronie można znaleźć wiele ciekawych modeli zegarków, nie należy się tylko dziwić, gdy zapytamy o cenę. Firma Alpinus oferuje zegarek Suunto Advisor w cenie około 1600 zł. Ma on wbudowany wysokościomierz, monitor pracy serca z alarmem, ciśnieniomierz, termometr, kompas, jest wodoszczelny do 30 metrów. Inne zegarki tej firmy w kolekcji Alpinusa to Vector, Navitec i Altimax w cenach około 1000 zł. Mają podobne funkcje, są również wodoszczelne do 30 metrów. Zaletą tych zegarków jest możliwość samodzielnej wymiany baterii.
Również Casio produkuje wiele ciekawych zegarków. Warto zwrócić uwagę na zegarek Satellite Navi PAT2GP-1V z wbudowanym odbiornikiem GPS. Kosztuje około 500$ na rynku USA. Czas pracy w trybie ustalania pozycji wynosi od 4-12 godzin (lub ~700 pomiarów) na jednej baterii. Szybko może się okazać, że nasz zegarek nie tylko nie podaje pozycji GPS, ale również nie wskazuje czasu. Korzystając z wielofunkcyjnych zegarków należy mieć ze sobą zapasową baterię i umieć ją samemu wymienić.
spis treści
Skrzynka narzędziowa w plecaku
Podczas wielodniowych wycieczek nasz sprzęt może odmówić posłuszeństwa. Musimy być na to przygotowani. Zwłaszcza podczas wyjazdów w tereny słabo zaludnione powinniśmy mieć ze sobą jeden zestaw naprawczy na całą grupę. Proszę nie mylić takiego zestawu z dostępnymi w sklepach, tak zwanymi, "survival kit". Survival kit zawiera pewne elementy zestawu naprawczego (drut, żyłkę) ale brakuje w nim wielu potrzebnych rzeczy. Znajdują się w nim za to rzeczy całkowicie nieprzydatne w górach jak na przykład haczyki do łowienia ryb.
W zestawie naprawczym powinna się znaleźć igła z nitką (zbędne jest zabieranie kilku kolorów nici, w zupełności wystarczy czarna, mocna, stylonowa nić), gruba igła wraz z dratwą szewską. Ja, w moim zestawie mam jeszcze grubą, zakrzywioną igłę chirurgiczną. Taka igła jest szczególnie przydatna przy szyciu pękniętych butów lub innego sprzętu w trudno dostępnych miejscach. Przy przepychaniu igły dobrze jest się posłużyć kombinerkami. Unikniemy w ten sposób niemiłych skaleczeń.
Niezbędne mogą okazać się agrafki i kawałek grubego drutu miedzianego. Miękki drut miedziany może mieć tak wiele zastosowań, że jest naprawdę niezbędny.
Proponuję zabrać też kilka średnich gwoździ stalowych. Rozgrzanym w ognisku lub nad kuchenką turystyczną gwoździem łatwo zrobimy dziurkę w taśmie stylonowej która nie będzie się strzępić.
Gorący gwóźdź wciśnięty w plastik pozwoli naprawić naderwaną klamrę plecaka. Gwoździem można też próbować naprawić wiązania ski-tourowe.
Warto mieć też kilka nitów szewskich, które są niezastąpione przy naprawach plecaków i nitowaniu urwanych zaczepów sznurówek. Kilka mosiężnych, różnej długości, wkrętów do drewna pozwoli awaryjnie przykręcić "głodną" podeszwę buta.
Mała tubka z klejem typu 'butapren' pozwoli przykleić podeszwę, a w połączeniu z łatką, zakleić dziurkę w samonadmuchującym się materacu. Tubkę kleju należy wymieniać corocznie, niestety klej traci swoje właściwości z czasem. Prawidłowe klejenie, na przykład podeszwy buta powinno być przeprowadzone następująco. Obie klejone powierzchnie oczyszczamy, odtłuszczamy (benzyną z naszej kuchenki turystycznej) i cienko smarujemy klejem. Nie ściskamy tylko czekamy aż klej prawie całkiem wyschnie. Gdy klej osiągnie lepkość "suchego dotyku" ściskamy obie powierzchnie. Teraz dobrze byłoby użyć imadła, ale tego przyrządu, na ogół, nie nosimy w góry. Musimy zastępczo posłużyć się dużym kamieniem albo klocem drewna.
Klejów typu Kropelka nie polecam w góry. Ich użyteczność jest niewielka.
Znacznie lepiej wziąć kawałek mocnej, płóciennej taśmy klejącej szerokości 60 mm. Rolki tej taśmy są dosyć duże i nie należy jej przewijać na mniejszą rolkę Trzeba zostawić nie do końca wykorzystaną rolkę i taką nosić w góry.
Rurka aluminiowa o długości około 10 cm i średnicy wewnętrznej równej średnicy masztów naszego namiotu przyda się w momencie złamania jednego z segmentów (obowiązkowo zimą).
Narzędzia przydatne w górach to mały śrubokręt z wymiennymi końcówkami, małe kombinerki i mocne nożyczki.
Kombinerki zastępują doskonale, dając wiele dodatkowych możliwości, narzędzia typu "multi tool".
Produkowane przez znane firmy Leatherman, Gerber, Victorinox nie są tanie, ale według mnie warte swojej ceny. Wśród szerokiej oferty każdy znajdzie narzędzie dla siebie. Ważą około 170 - 250 g.
Małe, ale mocne nożyczki przydadzą się do przecięcia puszki po piwie lub cienkiej blachy puszki po konserwie. Polecam małe nożyczki chirurgiczne. Są wystarczająco mocne. Kawałek blachy z puszki pozwoli naprawić złamany maszt namiotu (owinięty drutem miedzianym) lub wzmocnić pęknięte okulary. Zastosowań puszki po piwie jest wiele, prawie tak wiele jak ich, niestety, leży w górach...
spis treści
Scyzoryki i noże
Nie sposób wyobrazić sobie turysty w górach bez noża lub scyzoryka. Ale nie przesadzajmy nosząc przy pasku 25 centymetrowy bagnet wojskowy. Chyba, że znajdujemy się w lesie tropikalnym i maczeta jest nam rzeczywiście potrzebna. Niejako przy okazji kilka słów o maczetach. W sklepach 'surwiwalowych' można kupić maczety w cenie od 50 do 300 zł, a w sklepach ogrodniczych noże, wyglądające jak maczeta, służące do obcinania liści buraków w cenie poniżej 10 zł. O jakości tych ostatnich świadczy ich cena. Fińska firma Fiskars oferuje Premium Machete w cenie około 50 DM. Taka maczeta może się przydać przy wycinaniu krzewów na działce, w górach naszej strefy klimatycznej jest raczej nieprzydatna.
Dobrym wyborem jest scyzoryk renomowanej firmy.
Powinien posiadać obowiązkowo:
- jedno ostrze, najlepiej z blokadą zamknięcia,
- drugie, mniejsze ostrze opcjonalnie,
- otwieracz do konserw (niektóre otwieracze umożliwiają otwarcie tylko okrągłej konserwy - Victorinox),
- otwieracz do butelek,
- korkociąg,
- szpikulec,
- oczko do przypięcia łańcuszka lub sznurka.
Przydaje się piłka do kości i drewna, pęseta. Wybierzmy trochę większy scyzoryk o ostrzu długości około 8-10 cm.
Ponieważ jestem do mojego scyzoryka mocno przywiązany, zawsze noszę go w kieszeni przypiętego do paska na łańcuszku. Udało mi się go nie zgubić przez ładnych kilka lat.
Dla dorosłych "małych chłopców" produkowane są scyzoryki o bardzo wielu ostrzach i funkcjach, nawet takie z łyżką i widelcem. Doskonale nadają się do .... wbijania gwoździ.
"Królem" scyzoryków jest niewątpliwie firma Victorinox ze swoją kolekcją Swiss Army Knife.
Najbardziej wybredni znajdą coś odpowiedniego dla siebie.
Noże składane mają na ogół jedno ostrze, prawie zawsze z blokadą. Mają dłuższe i szersze ostrza niż scyzoryki. W mojej opinii, jeśli mają szerokie ostrze, są doskonałe jako drugi nóż spełniający funkcję noża kuchennego. W polskich sklepach najczęściej spotykamy noże składane produkowane na Dalekim Wschodzie. Ceny kształtują się od 50 do 150 zł. Dość szeroki wybór noży oferuje firma Alpinus, o jakości ich niestety nie mogę nic konkretnego napisać.
Parę zdań należy poświęcić ostrzeniu noża. Panuje dość powszechna opinia, że tępym nożem trudno się skaleczyć. Pomijając małą użyteczność tępego noża, w mojej opinii, ostry nóż wymaga mniejszej siły do wykonania zamierzonej czynności, dzięki temu bardziej precyzyjnie możemy kontrolować ruchy ostrza.
Nóż ostrzymy na osełce i wygładzamy na tak zwanym "gładziku". Operacje tą przeprowadzamy na mokro. Ma to na celu chłodzenie i zapobiega rozhartowaniu ostrza.
Do ostrzenia noża nie używamy szlifierki a tym bardziej popularnych ostrzałek kuchennych z kółkami widiowymi. Te ostatnie robią z ostrza piłkę. Pomaga to na chwilę, ale niszczy ostrze. Mając dużą wprawę można się posłużyć szlifierką z tarczą diamentową (tak zwaną garnkową). Nic jednak nie zastąpi kilkunastu minut ręcznego ostrzenia na ostrzałce i gładziku.
I na koniec, parę uwag pod wspólnym tytułem "co się z nożem nie robi":
- nigdy nie wbijamy noża w ziemię
- nie mieszamy nożem w menażce
- nie pieczemy kiełbaski nabitej na nóż w ognisku
- nie otwieramy nożem konserw
- nie rzucamy nożem
Nóż podajemy ostrzem skierowanym do siebie. Może to trochę staroświeckie, ale świadczy o przestrzeganiu dobrych zwyczajów.
spis treści
Siekiery, piły, saperki
Przechodzimy do cięższego kalibru "drobiazgów".
Mała siekierka przyda się podczas wielodniowych wycieczek w terenach zalesionych, tam gdzie można palić ogniska. Wystarcza jedna na całą grupę.
Waga takiej siekierki powinna się mieścić poniżej 1 kg. Optymalna długość styliska wynosi około 35 cm. Szczególną uwagę należy zwrócić na stylisko i jakość osadzenia ostrza siekiery. Najczęściej dochodzi do złamania styliska tuż przy obuchu, zwłaszcza jeśli ostrze siekiery jest lekko poluzowane.
Można temu zaradzić na chwilę mocząc siekierę w wodzie. Pęczniejące drewno styliska kasuje luzy. Czasem pomaga dobicie klina. Nie należy wbijać gwoździ obok klina, pomaga to tylko na krótko i kończy się na ogół pęknięciem styliska. Znacznie lepiej jest wymienić klin na odrobinę większy, wystrugany z suchego drewna bukowego.
Dostępne w sklepach ogrodniczych siekiery firmy Stanley (Kuźnia Sułkowice) mają hikorowe style i plastikowy, zębaty klin. Niestety, zwłaszcza w mniejszych, 600-800 gramowych modelach, nacięcie styliska jest zbyt głębokie (klin jest za długi) co znacznie zmniejsza wytrzymałość i sprzyja złamaniu styla tuż przy obuchu.
Producenci siekier, znając problemy z drewnianym styliskiem, wyposażają niektóre modele w style z włókna szklanego lub węglowego. Ciekawą ofertę siekier ze styliskiem z włókna szklanego ma obecnie Castorama. Siekiery znanej fińskiej firmy Fiskars są dostępne w cenach od 100 do 250 zł. Ostrze wykonane ze stali węglowej ma specjalny kształt ułatwiający rozłupywanie drewna. Styl wykonany jest z poliamidu wzmocnionego włóknem szklanym. Ciekawie rozwiązano połączenie styliska z ostrzem siekiery. Styl nie wchodzi w otwór w ostrzu ale obejmuje je obustronnie, nawiązując formą do siekier kamiennych naszych praprzodków.
Wygląda to dosyć zachęcająco, ale ponieważ nigdy takiej siekiery nie używałem dłużej, nie mogę wyrazić miarodajnej opinii. Pierwsze wrażenie przy rąbaniu drewna jest bardzo pozytywne, styl nie 'odbija' a ostrze jest bardzo twarde i ostre.
Innym pomysłem na rozwiązanie problemów styliska są siekierki wykonane w całości ze stali jako jedna całość ostrza ze styliskiem. Taka siekierka waży około 0,8 kg. Uchwyt oblany jest gumą.
Wiele lat temu dostępne były w polskich sklepach takie siekierki produkcji byłego ZSRR. Później pojawiały się na bazarach ale ostatnio ich nie widziałem. Wykonane były z zadziwiająco dobrej stali (czyżby odrzuty z produkcji wojskowej) i sprawują się doskonale w górach.
Piła do drewna raczej rzadko przyda nam się podczas wędrówki. Drewno na ognisko porąbiemy siekierką a przecież nie idziemy do lasu w roli drwali. W warunkach bazowych, mała składana piła może być użyteczna. Wspomnę tylko o piłce "drutowej". Wygląda jak kawałek (~60 cm) elastycznego drutu z naciętymi karbami (zębami). Na obu końcach posiada oczka w które wkładamy kawałki drewna jako uchwyty. Waży około 20 gramów i kosztuje w RFN tylko 8 DM. Lekka, tania i w mojej opinii bezużyteczna.
Zrobiłem kiedyś własnoręcznie, opierając się na koncepcji piłki "drutowej", ręczną piłę łańcuchową.
Łańcuch od piły spalinowej przerobiłem obracając co drugie ogniwo. Dodałem uchwyty na obu końcach. Taki łańcuch tnie przy ruchu w obu kierunkach. Nie należy go zbyt mocno dociskać.
Waga całości to około 300 g.
Saperka w plecaku kojarzy mi się z czasami wyjazdów na obozy harcerskie. Wtedy, pewnie i dziś, okopywało się namioty i kopało latryny. Podczas wędrówki z plecakiem i namiotem, saperka raczej nie będzie nam potrzebna. Na przestrzeni ostatnich lat zmieniło się podejście do ochrony środowiska.
Zakopywane dawniej śmieci obecnie znosimy z gór, a z fizjologicznymi śladami naszej bytności w górach przyroda poradzi sobie bardzo szybko.
Składane saperki stalowe ważą ponad 1 kg, aluminiowe są o połowę lżejsze.
Nie noszę saperki w plecaku, ale zimą, zwłaszcza jeśli przewiduję biwak, noszę aluminiową łopatkę nakładaną na stylisko czekana. Zdecydowanie przyspiesza wykopanie platformy pod namiot lub jamy śnieżnej. Jest to 'konstrukcja własna' bo ceny fabrycznych są wysokie i ostatnio nie widzę ich nawet w katalogach sprzętu alpinistycznego.
Ja zabieram w góry siekierkę, bardzo sporadycznie piłę, a łopatkę tylko zimą w rejony gdzie używam czekana.
spis treści
Sznurki, linki, płachty
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że mocna linka bardzo się w górach przyda. Właściwie powinno się mieć linki o dwóch różnych grubościach. Cieńsza przyda się do powieszenia prania, umocowania płachty jako prowizorycznego zadaszenia, naprawy sprzętu. Grubsza, w formie pętli o długości 2-3 metry posłuży nam przy ściąganiu drewna na ognisko. Gałęzie układamy równolegle i związane pętlą wygodnie ściągamy na biwak. Mocniejsza linka może posłużyć do wykonania noszy w sytuacji awaryjnej.
Kawałek folii polietylenowej powinien zawsze znaleźć się w naszym plecaku. Można na nim usiąść odizolowując się od mokrej trawy. Podłożenie takiej folii pod namiot daje dodatkową izolację i "oszczędza" podłogę. Łatwiej i taniej wymienia się kawałek folii niż podłogę namiotu.
Folia, prowizorycznie rozpięta przy pomocy sznurków, da nam tymczasowe schronienie przed deszczem.
W sklepach ogrodniczych i budowlanych można kupić różne rodzaje folii, ale z moich doświadczeń, najlepsza jest folia budowlana paroizolacyjna. Jest to najczęściej folia w kolorze białym wzmocniona siateczką ze sztucznego włókna. Można również kupić gotowe plandeki uszyte z takiej samej, lub bardzo podobnej folii.
Folia budowlana 'z metra' ma szerokość 1,5 metra i to na ogół wystarcza na podkładkę pod namiot.
Folie które chcemy również używać jako prowizorycznych daszków powinny mieć wymiary przynajmniej 3 na 4 metry. Nie należy oczywiście przesadzać mając na uwadze wagę i objętość takiej plandeki po spakowaniu. Fabrycznie złożona plandeka ma prawie dwukrotnie mniejszą objętość od spakowanej własnoręcznie w górach.
Plandeki fabryczne mają wzmocnione brzegi, często za pomocą linki stylonowej, i odpowiednio osadzone "oczka" do przywiązania odciągów. W przypadku awaryjnego użycia kawałka folii jako daszka, pojawia się problem przywiązania odciągów.
Nie należy przewlekać linki przez dziurkę wykonaną na krawędzi folii, prowadzi to nieuchronnie do rozerwania folii. Najlepszym sposobem jest zawiniecie w rogu płachty małej szyszki lub lepiej okrągłego kamyka i obwiązanie go linką odciągową. To naprawdę działa.
Pisząc o tymczasowych dachach należy wspomnieć o płachtach uszytych z materiałów używanych na tropiki namiotów. Tego typu 'dachy' są trochę lżejsze od folii i znacznie bardziej wytrzymałe. Ceny takich płacht produkowanych przez firmy namiotowe są zaskakująco wysokie i znacznie taniej można je uszyć we własnym zakresie. Firma Marabut oferuje materiał na tropiki 'z metra' w cenie około 15-20 zł za metr bieżący tkaniny o szerokości 1,5 metra. Materiał na płachtę o wymiarach 3 na 4 metry będzie kosztował około 140 zł. Nie wiem ile kosztuje szycie ponieważ robię to własnoręcznie. Taki dach z powodzeniem zastępuje obszerny przedsionek namiotu. Być może uda się namówić firmę Marabut do produkcji takich daszków.
spis treści
Lornetki
"Prawdziwy" turysta nosi na szyi dużą lornetkę 20x50 ważącą, co najmniej 3 kilogramy. Mniejsza się "nie liczy".
To oczywiście przejaskrawiony obraz, małą, składaną lornetkę można nosić w góry i nawet czasem się przydaje. Za pomocą takiej lornetki można wypatrzyć nieznany szałas lub ciekawą drogę. Dostępne są małe, składane, 'no name' lornetki o powiększeniu 8-10 razy i świetle 20-25.
Ważą około 200-300 gramów a ich cena waha się od 60 do 120 zł.
Jasność ich nie jest duża, ale według mnie całkowicie wystarczająca.
Ciekawą alternatywą dla małych lornetek mogą być 'monokulary' czyli po prostu pół lornetki.
Waga o połowę mniejsza i można sobie pozwolić na noszenie jaśniejszego szkła.
spis treści
Tekst przygotował: Wojciech Wierba
|